Kontakt z redakcją
Zachęcamy do współpracy. Jeśli masz ciekawy tekst i chcesz go u nas opublikować, napisz do nas. Chętnie go przeczytamy i odezwiemy się z odpowiedzią.
Dane z formularza wykorzystujemy wyłącznie do odpowiedzi na Twoją wiadomość.

Nowa Tesla Roadster od prawie dziewięciu lat jest samochodem, o którym wiadomo bardzo dużo, a jednocześnie niemal nic nie zostało potwierdzone w działającym egzemplarzu produkcyjnym. Ten tekst pokazuje, co faktycznie ogłosiła Tesla, co jest wyłącznie deklaracją Elona Muska, a co domysłem mediów – i dlaczego te trzy kategorie warto trzymać osobno, zanim przyjdzie 1 października 2026 roku, czyli kolejna zapowiedziana data prezentacji.
Drugą generację Roadstera pokazano w listopadzie 2017 roku, w dość teatralny sposób: prototyp wyjechał z naczepy ciężarówki Tesla Semi podczas premiery tej ostatniej. Na scenie padły wtedy liczby, które do dziś są punktem odniesienia: przyspieszenie do 60 mil na godzinę w 1,9 sekundy, prędkość maksymalna powyżej 250 mil na godzinę (ok. 400 km/h), zasięg rzędu 1000 km i akumulator o pojemności 200 kWh. Start produkcji zapowiedziano na 2020 rok.
Od tamtej pory termin przesuwał się regularnie. W 2020 roku mowa była o drugiej połowie 2021, potem o 2022, 2023, 2024 i 2025 roku – za każdym razem przy okazji wpisów Muska, telekonferencji wynikowych albo walnych zgromadzeń akcjonariuszy. W październiku 2025 roku Musk zapowiedział pokaz na 1 kwietnia 2026, sam żartując, że ta data daje mu pole do wycofania się. W marcu słowo „pokaz” zamieniło się w „prezentację”, potem padło „może za miesiąc”, a w czerwcu termin przesunął się na sierpień lub później. Serwis Electrek policzył, że było to już dziewiąte opóźnienie.
W międzyczasie pojawiła się jeszcze jedna istotna informacja: według doniesień The Information projekt z 2017 roku został porzucony na rzecz zupełnie nowej, niepokazanej publicznie stylistyki. Oznacza to, że prototyp znany ze zdjęć może mieć niewiele wspólnego z autem, które ostatecznie trafi do klientów.
Najmocniejsze, bo firmowane przez Teslę, są dane z premiery w 2017 roku oraz ceny: 200 tys. dolarów za wersję podstawową i 250 tys. dolarów za limitowaną serię Founders, przy rezerwacji w wysokości 50 tys. dolarów. Trzeba jednak pamiętać, że to parametry sprzed dziewięciu lat, podane dla prototypu. Od tamtej pory Tesla nie opublikowała nowej, wiążącej specyfikacji, a media branżowe zwracają uwagę, że projekt wciąż opisywany jest jako będący w fazie rozwoju, bez zobowiązania co do terminu dostaw.
Pewna jest natomiast sama data wydarzenia. 12 września 2026 roku Tesla opublikowała na X grafikę z datą „10.01” i hasłem „Go for launch”. Z relacji mediów wynika, że prezentacja odbędzie się 1 października wieczorem czasu wschodnioamerykańskiego w Waco w Teksasie, a zaproszenia trafiły wyłącznie do osób z rezerwacją, bez możliwości przekazania ich dalej. Na dziś, 24 września, wydarzenie jeszcze się nie odbyło, więc wszystko, co ma zostać tam pokazane, pozostaje zapowiedzią.
Długie oczekiwanie ma też wymiar czysto ludzki. Rezerwacje przyjmowane są od 2017 roku, a jedną z najbardziej znanych osób, które publicznie narzekały na czekanie, był Sam Altman, szef OpenAI – w ubiegłym roku napisał, że czeka od siedmiu i pół roku, co skończyło się publiczną wymianą zdań z Muskiem na temat zwrotu wpłaty. To dobrze pokazuje, że dla części klientów rezerwacja stała się raczej zakładem niż zamówieniem.
Najgłośniejszy element tej historii nie pochodzi z oficjalnej specyfikacji, tylko z wypowiedzi Muska. W 2018 roku zaproponował on opcjonalny „pakiet SpaceX”: zestaw około dziesięciu dysz na sprężony gaz, umieszczonych w miejscu tylnych siedzeń, które miałyby poprawiać przyspieszenie, hamowanie i prowadzenie w zakrętach. Z czasem deklaracje rosły: najpierw 1,1 sekundy do 60 mil na godzinę, potem cel poniżej jednej sekundy, a w końcu sugestia, że auto może na chwilę unieść się nad ziemię.
Według Electreka system dysz, rozwijany wspólnie przez Teslę i SpaceX pod wewnętrzną nazwą A71, wciąż był testowany wewnętrznie pod koniec kwietnia 2026 roku i to właśnie jego dopracowanie opóźniało pokaz. Musk zapowiadał, że prezentacja będzie jedną z najbardziej spektakularnych w historii i że potrzebna jest publiczność, która potwierdzi, że pokaz nie jest wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Część mediów podaje, że auto demonstracyjne ma być sterowane zdalnie ze względu na siłę i hałas dysz, ale to informacja z doniesień prasowych, nie z komunikatu Tesli.
Warto odróżnić dwie rzeczy: zapowiedź efektownego pokazu i obietnicę seryjnej opcji dostępnej dla klientów. Nawet jeśli 1 października dysze zadziałają zgodnie z oczekiwaniami, nie przesądza to, czy i w jakiej formie trafią do samochodów z salonu ani jak zostaną potraktowane przez przepisy dopuszczające auta do ruchu drogowego.
Najprostsze wyjaśnienie to priorytety. Roadster jest samochodem niszowym, a przez ostatnie lata Tesla miała na głowie projekty o znacznie większej wadze biznesowej: modele masowe, Cybertrucka, Semi, autonomiczną jazdę i robotaxi. Auto dla wąskiej grupy entuzjastów naturalnie przegrywa w takiej kolejce. Do tego dochodzi ambicja techniczna: parametry z 2017 roku już wtedy budziły wątpliwości części analityków, którzy pytali na przykład, czy akumulator o deklarowanej pojemności fizycznie zmieści się w tak niskim nadwoziu.
Drugim czynnikiem jest pakiet SpaceX. Połączenie samochodu drogowego z układem dysz pracujących pod bardzo wysokim ciśnieniem to problem inżynieryjny i homologacyjny zupełnie innej skali niż kolejny mocniejszy silnik elektryczny. Trzecim jest zmiana samego projektu nadwozia, o której donosiły media – nowa stylistyka oznacza w praktyce nowy cykl projektowy. Nawet po prezentacji produkcja, według wcześniejszych słów Muska, ma ruszyć dopiero po 12-18 miesiącach, a obecnie wskazywane okno to lata 2027-2028 w fabryce w Teksasie.
W 2017 roku zapowiedziane osiągi wyglądały jak skok o całą generację. Dziś rynek wygląda inaczej: elektryczne hipersamochody jeżdżą już po drogach, choć w bardzo małych seriach. Chorwacki Rimac Nevera, produkowany w serii ograniczonej do 150 egzemplarzy, trafia do klientów od 2022 roku i powstaje w tempie mniej więcej jednego egzemplarza tygodniowo, a kolejni producenci pokazują własne elektryczne auta o skrajnych osiągach. Przewaga, jaką Roadster miał na papierze, w dużej mierze się zatarła.
Tesla ma za to argument, którego nie mają mali producenci: cenę. Kwota 200 tys. dolarów to wciąż dużo, ale kilkukrotnie mniej niż koszt wielu limitowanych hipersamochodów elektrycznych. Jeśli zapowiadane osiągi i cena przetrwają zderzenie z produkcją seryjną, Roadster mógłby zająć miejsce pomiędzy drogimi autami sportowymi a egzotycznymi seriami kolekcjonerskimi. To jednak nadal duże „jeśli”, bo obie liczby pochodzą sprzed prawie dekady.
Najważniejszą wskazówką jest historia samego projektu: w ciągu dziewięciu lat żaden zapowiedziany termin produkcji nie został dotrzymany. To nie przesądza, że Roadster nie powstanie, ale uzasadnia ostrożność wobec każdej kolejnej daty. Po prezentacji 1 października sensownie jest sprawdzić kilka konkretnych rzeczy:
Dla kogoś, kto rozważa rezerwację albo po prostu śledzi rynek, rozsądna postawa jest prosta: traktować oficjalne dokumenty i niezależne testy jako fakty, wpisy w mediach społecznościowych jako zapowiedzi, a doniesienia medialne jako hipotezy do weryfikacji. Pierwszy rzetelny obraz nowej Tesli Roadster da dopiero egzemplarz produkcyjny w rękach klientów i dziennikarzy, a nie pojedynczy pokaz, nawet bardzo efektowny.