Kontakt z redakcją
Zachęcamy do współpracy. Jeśli masz ciekawy tekst i chcesz go u nas opublikować, napisz do nas. Chętnie go przeczytamy i odezwiemy się z odpowiedzią.
Dane z formularza wykorzystujemy wyłącznie do odpowiedzi na Twoją wiadomość.

Przezroczysty ekran przez lata był rekwizytem z filmów science fiction: bohater przesuwa palcem grafikę zawieszoną w powietrzu, a za nią widać resztę pokoju. Dziś takie wyświetlacze można kupić, stoją w witrynach sklepów, muzeach i salonach samochodowych, a pierwsze modele trafiły nawet do oferty telewizorów. Ten tekst wyjaśnia, jak działają ekrany transparentne w trzech głównych technologiach, czym różnią się w praktyce, gdzie mają sens i o czym warto pamiętać, zanim ktoś zdecyduje się na taki ekran we własnym projekcie.
Ekran transparentny to wyświetlacz, przez który widać to, co znajduje się za nim, a jednocześnie można na nim pokazać obraz. Kluczowy parametr to przezroczystość, czyli jaka część światła z tła przechodzi przez panel. Producenci podają ją w procentach i ta liczba mówi więcej niż sama nazwa technologii. Ekran o przezroczystości kilkunastu procent wygląda raczej jak przyciemniona szyba, a przy kilkudziesięciu procentach tło jest wyraźnie widoczne nawet z daleka.
Trzeba też od razu odczarować jedną rzecz. Przezroczysty ekran nie potrafi wyświetlić czerni. Czarny piksel to po prostu piksel, który nie świeci, więc w jego miejscu widać tło. Grafika na takim ekranie składa się więc ze światła nałożonego na to, co jest za szybą. Z tego wynika większość ograniczeń i większość dobrych praktyk przy projektowaniu treści, o których dalej.
W panelu OLED każdy piksel sam emituje światło, nie ma więc podświetlenia, które zasłaniałoby widok. W wersji transparentnej elementy świecące zajmują tylko część powierzchni piksela, a reszta pozostaje przejrzysta. Typowo dla tej kategorii przezroczystość wynosi kilkadziesiąt procent, a obraz jest kolorowy, ostry i dobrze widoczny z różnych kątów. To technologia, którą najczęściej widać w reklamach i na targach, bo efekt jest najbardziej „filmowy”.
Ograniczenia wynikają z tej samej konstrukcji. Jasność transparentnego OLED jest niższa niż zwykłego telewizora, więc w mocno oświetlonym miejscu, na przykład w witrynie od strony południowej, obraz szybko blednie. Treść statyczna wyświetlana godzinami może zostawiać ślady wypaleń, jak w każdym OLED. Do tego dochodzi cena: to wciąż drogi panel, produkowany w niewielkiej liczbie przekątnych. Część producentów rozwiązuje problem kontrastu dodatkową warstwą, która w razie potrzeby zaciemnia tło za ekranem, dzięki czemu to samo urządzenie działa raz jak szyba, a raz jak zwykły telewizor.
Ekran LCD sam nie świeci, tylko przepuszcza lub blokuje światło z podświetlenia. W wersji przezroczystej usuwa się tylne podświetlenie, a rolę źródła światła przejmuje tło, najczęściej jasno oświetlona gablota. Stąd bierze się najpopularniejsze zastosowanie: skrzynka lub lodówka ekspozycyjna, w której produkt stoi za ekranem, a na szybie pojawia się jego opis, cena czy animacja.
Przezroczystość takiego panelu jest wyraźnie niższa niż w OLED, zwykle rzędu kilkunastu procent, bo światło musi przejść przez filtry polaryzacyjne i kolorowe. Działa to więc dobrze tylko wtedy, gdy za ekranem jest dużo równomiernego, jasnego światła. W zwykłym pokoju transparentny LCD wygląda jak ciemna szyba. W zamian technologia jest tańsza, nie ma problemu z wypaleniami i dobrze znosi długą pracę z tą samą treścią, co w handlu ma znaczenie.
Trzecia grupa to ekrany zbudowane z pojedynczych diod LED rozmieszczonych na przezroczystym podłożu: listwach, siatce albo cienkiej folii przyklejanej bezpośrednio do szyby. Między diodami zostaje dużo wolnej przestrzeni, więc przezroczystość bywa bardzo wysoka, często powyżej siedemdziesięciu procent. Ogromną zaletą jest jasność. Diody LED świecą na tyle mocno, że obraz jest widoczny w pełnym słońcu, dlatego ta technologia trafia na elewacje szklanych budynków, witryny galerii handlowych i sceny koncertowe.
Wadą jest rozdzielczość. Odstęp między diodami, czyli rozstaw pikseli, liczy się w milimetrach, a nie w ułamkach milimetra jak w OLED czy LCD. Z bliska widać pojedyncze punkty, a drobny tekst jest nieczytelny. Obraz układa się w całość dopiero z kilku lub kilkunastu metrów. Transparentny LED to więc narzędzie do dużych formatów oglądanych z dystansu, nie do witryny, przy której klient stoi pół metra od szyby.
Każda z trzech technologii odpowiada na inne pytanie, więc wybór zaczyna się od miejsca i odległości oglądania, a nie od parametrów. W skrócie:
Obok tych rozwiązań rozwija się transparentny microLED, czyli mikroskopijne diody o rozdzielczości zbliżonej do OLED, bez problemu wypaleń i z dużą jasnością. Na razie to głównie prototypy pokazywane na targach i bardzo drogie realizacje, ale kierunek jest jasny: technologia ma połączyć zalety OLED i LED w jednym panelu.
Najlepiej sprawdzają się tam, gdzie obraz ma coś dodać do fizycznego obiektu, a nie go zastąpić. W handlu pozwalają pokazać produkt i jednocześnie opowiedzieć o nim, bez zasłaniania witryny planszą. W muzeach opisują eksponat wprost na szybie gabloty, łącząc oryginał z rekonstrukcją, animacją czy tłumaczeniem. W salonach samochodowych i na targach przyciągają uwagę samym efektem, co bywa wystarczającym powodem.
Coraz więcej zastosowań pojawia się w transporcie i przemyśle. Wyświetlacze przezierne w samochodach, czyli HUD rzutujący informacje na przednią szybę, działają na podobnej zasadzie nakładania obrazu na widok. Testowane są okna pociągów i tramwajów z informacją o trasie, a w biurach i hotelach ekrany wbudowane w przeszklone ścianki działowe. Wspólny mianownik: ekran nie może zabrać widoku, który jest ważniejszy od samego obrazu.
Są też miejsca, gdzie przezroczystość niczego nie wnosi. Jeśli za ekranem nie ma nic ciekawego albo tło jest chaotyczne, zwykły wyświetlacz pokaże tę samą treść lepiej i taniej. W domu ekran transparentny pozostaje raczej elementem designu niż praktycznym telewizorem, bo do oglądania filmu i tak potrzebne jest ciemne tło.
Materiały przygotowane dla zwykłego monitora rzadko dobrze wyglądają na szybie. Skoro czerń jest przezroczysta, ciemne tło grafiki znika, a na ekranie zostają tylko jasne elementy. Dobrze działają pojedyncze obiekty na czarnym tle, które „unoszą się” nad tym, co za szybą, jasne i nasycone kolory oraz duże, grube kroje pisma. Źle działają ciemne zdjęcia, drobny tekst i treści zajmujące cały ekran, bo zasłaniają tło, dla którego wybrano taką technologię.
Warto też zaprojektować tło, a nie tylko ekran. Produkt w witrynie powinien stać tam, gdzie grafika go nie przykrywa, oświetlenie za szybą musi być równe, a w przypadku LCD odpowiednio mocne. Najlepsze realizacje wyglądają tak, jakby obraz i przedmiot były jedną kompozycją: animacja wskazuje element produktu, opis pojawia się obok eksponatu, a nie na nim.
Ekran transparentny to zwykle element większej instalacji, więc decyzję lepiej oprzeć na konkretnym miejscu niż na katalogu. Kilka pytań porządkuje wybór:
Przezroczyste wyświetlacze przestały być ciekawostką, ale wciąż są narzędziem do konkretnych zadań. Tam, gdzie obraz ma uzupełnić widok, a nie go zasłonić, dają efekt, którego żaden zwykły ekran nie powtórzy. W pozostałych przypadkach klasyczny monitor pozostaje tańszym i skuteczniejszym wyborem.